W ostatnim czasie niezwykle…

W ostatnim czasie niezwykle…

W ostatnim czasie niezwykle głośna jest w Polsce sprawa Tomasza Komendy, jednak nie wszyscy wiedzą, że podobna historia przydarzyła się w 1993 roku w Stanach Zjednoczonych. Tak zwana „Trójka z Memphis” zapewne zostałaby zapomniana i ich los nikogo by nie przejął, gdyby nie dokument „Paradise Lost” jaki nagrało HBO. Historia jest tak ciekawa , że polecam nie czytać opisu, tylko obejrzeć dokumenty nagrane przez HBO lub film „West of Memphis” – co znajduje się, w którym filmie, wyjaśniam poniżej:
Jeżeli ktoś nie chce znać szczegółów sprawy to czytajcie tylko do spoilera ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Osobom zainteresowanym całością polecam 3 dokumenty „Paradise Lost” – dostępne są na youtube (niestety tylko język angielski) lub film „West of Memphis”, który jest połączeniem informacji z 3 dokumentów łącznie z podsumowaniem całej sprawy, zgodnie ze stanem na dzień kręcenia filmu. Bez problemu da się go znaleźć z polskimi napisami w google.
Do Paradise Lost muzyki użyczyła Metallica (która jest bardzo ważna w całej historii) i dodaje to niesamowitego klimatu całej sprawie.
Mnie historia zainteresowała na tyle, że od razu po obejrzeniu filmów, przeczytałem książkę jednego ze skazańców – Damiena Echolsa „Życie po śmierci” , którą też serdecznie polecam( ͡° ͜ʖ ͡°)
TL;DRpokaż spoiler Trójka nastolatków została niesłusznie oskarżona o zabicie 3 małych chłopców. 2 zostało skazanych na dożywocie a jeden na karę śmierci. Po 18 latach dzięki staraniom wielu osób w tym również sławnych takich jak Johnny Deep, zespół Metallica, cała trójka wyszła na wolność dzięki tak zwanej ugodzie Alforda(swoją drogą istota tej ugody jest największym dowodem na kretynizm całego wymiaru sprawiedliwości). Dokumenty nakręcone przez HBO do bólu obnażyły nieudolność, brak kompetencji a nawet celowe łamanie fundamentalnych praw przez policjantów, ławników oraz sędziego.
Poniżej wklejam treść artykuły, który znalazłem na serwisie onet.pl:
W maju 1993 roku nieopodal West Memphis, niewielkiego miasteczka leżącego w amerykańskim stanie Arkansas, w zbiorniku wodnym biegnącym wzdłuż autostrady, odnaleziono makabrycznie okaleczone ciała trzech ośmiolatków. Należały do Christophera, Michaela i Steve’a – przyjaciół z harcerstwa, którzy zaginęli dzień wcześniej. Sprawcy okrutnie się z nimi obeszli. Chłopców rozebrano i związano za pomocą sznurówek. Przyczyna zgonu była u całej trójki taka sama: obrażenia spowodowane pobiciem i podtopienie. Jedno z dzieci zostało też wykastrowane.
Sprawa natychmiast trafiła do gazet. Tytułu krzyczały: „Przerażająca zbrodnia w West Memphis”. Nie oszczędzano szczegółów. Jeszcze szybciej niż gazety rozchodziły się plotki, w których opis zbrodni był jeszcze bardziej makabryczny niż w prasowych artykułach. Społeczność miasteczka zmobilizowała się (m.in. zebrano 25 tys. dolarów na pogrzeby chłopców) i murem stanęła za rodzinami ofiar. Domagano się sprawiedliwości. Oczekiwano szybkiego ujęcia sprawcy, szybkiego wyroku i szybkiego wykonania kary śmierci.
Jednak dni mijały i niewiele wskazywało na to, że kiedykolwiek uda się złapać zabójcę. Brakowało dowodów. Słabo zabezpieczono ślady kryminalistyczne. Wyglądało, że zbrodnia nie ma motywu. Sypały się kolejne hipotezy, które postawił prowadzący sprawę Gary Gitchell. Te początkowo były trzy. Pierwszą – jak zawsze – było to, że sprawca należy do najbliższej rodziny jednej z ofiar. Druga mówiła o nieznajomym przyjezdnym, którego kilka osób miało widzieć tego dnia kręcącego się po miasteczku. Obie doprowadziły śledczych do ściany i porzucono je na rzecz trzeciej, która zakładała, że zbrodnia ma charakter „religijny” i jest związana z satanistycznym kultem.
To tłumaczyło pozorny brak motywu i pozwalało uniknąć konfliktu z rodzinami ofiar. Pierwsze kroki detektywi skierowali do opieki społecznej. Mieli szczęście i trafili tam na prawdziwego eksperta w tej dziedzinie. Jednym z kuratorów był Jerry Driver. Były pilot lotniczy, który miał obsesję na punkcie szatańskich kultów. Szkolił się z pomocą prasy i korespondencyjnych kursów. O to nie było wówczas trudno. Na przełomie lat 80. i 90. „satanizm” i „okultyzm” należały do najpopularniejszych tematów w amerykańskich mediach, bo przez kraj przechodziła fala histerycznego lęku przed Złym. „Gry Role-Play, takie jak Lochy i Smoki, tak samo, jak określone rodzaje muzyki – szczególnie heavy-metal – były opisywane jako bramy do mrocznego świata, w którym odprawiano brutalne rytuały „– pisała Mara Leveritt w „Devil’s Knot”.
Driver nie poprzestawał na teorii. Od dwóch lat prowadził w hrabstwie prywatną krucjatę. Wyszukiwał dowody na istnienie satanistycznych kultów. Dokumentował pojawiające się na murach pentagramy. Zbierał informacje o dzieciakach, które słuchały muzyki metalowej lub grały w RPG. Trafił nawet na takich, którzy organizowali wiccańskie harce. – Wiele z tego czczenia diabła, to jedynie wymówka, żeby móc się napić i uprawiać seks – mówił kurator, ale podkreślał jednocześnie, że są wśród nich ludzie traktujący poważnie szatańskie rytuały. Długo starał się zainteresować policję swoją krucjatą. Bez powodzenia. Do czasu aż policja przyszła do niego i uznała go za bezcenne źródło informacji.
Szatańskie nastolatki
Driver miał „ulubieńca” i od razu zwrócił na niego uwagę policji. Był nim 18-letni Damien Echols. Chłopak z biednej i mającej problemy rodziny, która mieszkała na jednym z przedmieść. Driver obserwował go od pewnego czasu. Mówił, że jego uwagę zwrócił „samobójczy pakt”, który nastolatek zawarł ze swoją dziewczyną. Choć ważniejsze było to, że chłopak nosił się na czarno i miał długie włosy, a opieka społeczna przy jednej z okazji znalazła w jego domu nie tylko płyty Metalliki, co dla Drivera było już samo w sobie podejrzane, ale też notes wypełniony rysunkami i tekstami nawiązującymi do kultu czarownic, który kurator uznawał za satanistyczny. Za sprawą kuratora Echols wylądował nawet na kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym.
Policja zaczęła grzebać w historii chłopaka. Wiedzieli, czego szukają i wszystko zaczęło się układać w sensowną całość. Ustalono, że Echols miał na koncie wiele podejrzanych zachowań. Ponoć fantazjował na temat zabijania dzieci. Usłyszano plotkę, że wraz z dziewczyną planował „złożyć w ofierze” niemowlę. W szpitalu, gdzie leczono go z powodu depresji, opowiadał podobno, że może być kolejnym „Charlesem Masonem lub Tedem Bundy”. W ramach terapii miał mówić: „Picie krwi powoduje, że czuję się jak Bóg”. – Mówiąc o sobie, stwierdzał, że nienawidzi ludzkiej rasy – usłyszeli funkcjonariusze i szybko uznali, że mają właściwego człowieka.
Pozostawało ustalić pozostałych. Wszak kult nie mógł być jednoosobowy. Ktoś wraz z Echolem musiał brać udział w rytuale, w czasie którego poświecono zabitych chłopców. Kurator wiedział, z kim zadaje się Echols, a najbliżsi koledzy stanowili oczywistych podejrzanych. Wkrótce zatrzymano dwóch z nich. 17-letniego Jessiego Misskelley’ego i 16-letniego Jasona Baldwina.
Widziałem, jak zabili
Ten pierwszy załamał się i po trwającym cały dzień przesłuchaniu przyznał do winy. Nastolatek, którego IQ wynosiło zaledwie 72 punkty, czyli było nieco niższe niż u Foresta Gumpa, nie miał szans w starciu z doświadczonymi detektywami.
-Więc widziałeś, jak Damien uderza Chrisa Byersa w głowę – pytał policjant.
– Jasne – odpowiadał Misskelley. (…)
– Co stało się potem?
– I co jeszcze?
– Przyłożyli im nóż i związali ich. Wtedy poszedłem stamtąd.
– Chłopcy byli przytomni?
– Nie. (…) A kiedy odszedłem zrobili więcej. (…)
– Widziałeś jak któryś z chłopców został zabity?
– Tak. (…)
– Jak to się stało?
– Udusił go i w ogóle.
– Dusił? Czym?
– Rękami tak jak kijem. Miał kij, który trzymał na jego szyi.__
– Ok. Dusił go do momentu, gdy stracił przytomność i wtedy myślałeś, że nie żyje?__
– Taaa.
Luki w historii, jej niespójność oraz problemy z określeniem czasu, dało się wytłumaczyć. Zrzucono je na „powolność” intelektualną nastolatka. Z przyznaniem się do winy w ręce, wygranie procesu miało być dla prokuratora dziecinnie proste.
Czy sataniści zabili trzech chłopców?
I takie było. Oskarżyciel ułatwił sobie sprawę, rozbijając proces na dwa. Najpierw chciał skazania Misskelley’ego. Liczył, że ten pójdzie później na układ i w zamian za możliwość warunkowego zwolnienia obciąży kolegów. 17-latek został jednogłośnie uznany za winnego. Przyznanie się do winy uznano za ostateczny i niepodważalny dowód. Nie pomogło nawet to, że obrona dostarczyła mu niepodważalne alibi.
Mimo dożywocia chłopak nie poszedł na układ i odmówił obciążenia kolegów w trakcie drugiego procesu. Prokurator musiał radzić sobie bez niego, ale i to nie mogło przysporzyć problemów. Informacja o skazaniu trafiła na pierwsze strony gazet. Tych samych, które czytali wszyscy członkowie kolejnej ławy przysięgłych. Wszyscy wiedzieli, że nastolatkowie są winni. Nie mogąc skorzystać z przyznania się do winy Jessiego, prokurator poszukał nowego świadka.
Znalazł go w osobie Michaela Carsona. 16-letniego narkomana, który przez pewien czas dzielił celę z Jasonem Baldwinem. – Opowiadał mi, jak ćwiartował zwłoki dzieci – mówił w sądzie o rozmowach odbytych w celi i nie szczędził przy tym drastycznych szczegółów dotyczących picia krwi oraz kastracji, której poddano jedną z ofiar. Oskarżenie wzmocniono jeszcze zeznaniami 12-latek, które miały na placu zabaw podsłuchać, jak Echols przechwala się zabiciem chłopców oraz odnalezieniem noża uznanego za narzędzie zbrodni w jeziorze za domem Baldwina.
Ustalono motyw. – Zaangażowanie ma związek z obsesją na punkcie metalowej muzyki, zmianą stylu, noszeniem się na czarno. Dowody pokażą, że Damien miał 15 czarnych T-shirtów z metalowymi nadrukami – mówił prokurator. Wskazywał, że rytuał odbył się w trakcie pełni księżyca. Podkreślał, że chłopak był zainteresowany kultem Wicca. Znaleziono eksperta, który wsparł tę teorię. Był nim dr Dale Griffis, który doktorat zdobył dzięki pilnej nauce na korespondencyjnym kursie, na pytanie o to, czy liczba ofiar ma znaczenie: „Jedną z najpotężniejszych liczb jest dla satanistów 666, a niektórzy wierzą, że podstawą dla nich jest właśnie trzy”. – To zdecydowanie była zbrodnia o rytualnym charakterze – podkreślał.
Zgodnie z wersją wydarzeń ustaloną wspólnie przez policję i prokuraturę oraz przedstawioną w sądzie chłopcy zorganizowali rytualne spotkanie, podczas którego okrutnie okaleczyli i zamordowali trzech ośmiolatków, a ich krew wypili. – Spójrzcie wewnątrz Damiena Echolsa. Spójrzcie wewnątrz tej osoby, przyjrzycie się dobrze, tam nie ma duszy. Jest tylko coś przerażającego – perorował prokurator podczas mowy końcowej. Pytanie, przed którym stanęli przysięgli, zdawało się brzmieć: „czy trzej sataniści zabili niewinnych chłopców?” Odpowiedź mogła być jedna i jury nie miało wątpliwości. Potrzebowano kilku godzin, by ogłosić werdykt. Wyrok: kara śmierci dla Echolsa i dożywocie dla Baldwina.
West Memphis było pewne, że sprawiedliwości stało się zadość. Ludzie mogli odetchnąć z ulgą i znów poczuć się bezpiecznie. Małomiasteczkowe życie wróciło do normy.
Później…
29 października 2007 roku do sądu wpłynął wniosek o ponowny proces i zwolnienie oskarżonych. W sprawie pojawiły się nowe dowody. M.in. próbki DNA, które powiązały z miejscem zbrodni ojczym jednego z zabitych ośmiolatków oraz obciążające go zeznanie byłej żony.
9 sierpnia 2011 roku cała trójka wyszła na wolność.
#swiat #prawo #gruparatowaniapoziomu #mafia #policja #ciekawostki

Comments are closed.